image/svg+xml P t GM

Kto jest dobry

Nie dorabiaj sobie filozofii do twojej nonszalancji, bezceremonialności; nie twierdź, że formy towarzyskie to jest po prostu oszustwo i obłuda, gdy tymczasem chodzi o dobroć. Prawda jest inna: jeżeli dobre zachowanie się jest wyrazem dobroci, wtedy istnieje możliwość odwrotna – przestrzegając zasad poprawnego zachowania, możesz wzbudzić w sobie dobroć. – Na tym polega mechanizm instytucji. Skorzystaj z tej szansy stania się lepszym. A więc nakaż sobie uśmiech, kontroluj słownik, pilnuj punktualności, przestrzegaj higieny osobistej, nie pozwalaj sobie na poufałości, nie dopuszczaj do rozchełstania, wulgarności. Zwłaszcza u siebie, zwłaszcza w czterech ścianach twojego domu.

Ks. M. M.

w Gdańsku nie ma “starówki”

Prowadzę krucjatę przeciwko nazywaniu Gdańskiego Głównego Miasta, a czasem i wraz ze Starym Miastem “starówką”. Zwykle spotykam się z tymi samymi reakcjami:

“walka o to, by wyraz “starówka” odnosił się w świadomości i użyciu Polaków wyłącznie do Starego Miasta w Warszawie, jest jak zawracanie Wisły kijem”
“Dlatego też w dalszym ciągu uważam, że nie ma o co toczyć wojen. Niejedno miasto już przecież zniszczyły”

Bardzo lubię prowadzić wojny na argumenty. Rozwijają, hartują, prowokują do myślenia, inspirują. Zdecydowanie wolę walkę do ostatniego argumentu niż zgodne poklepywanie się po plecach. Zawracanie Wisły kijem sensu nie ma, ale płynięcie pod jej prąd, do źródła, już ma. Nietrudno się domyśleć co płynie z prądem ;) Tutaj źródłem jest pochodzenie słowa “Starówka”, a rozlewiskiem do którego wszystko spływa jest “uzus”. Ja wolę źródło. Tak jest ciekawiej, dzięki temu Moje Miasto jeszcze bardziej różni się od Warszawy, a Warszawa od Mojego Miasta, co powoduje że obydwa są jeszcze bardziej warte odwiedzenia.
Przekonanie tych którym już wygodniej jest nazywać wszystko tak samo jest dość trudne, jeśli wręcz niemożliwe. Mam przyjemność zaszczepiać ciekawość historii i źródeł pochodzenia nazw u dziesiątek oprowadzanych przeze mnie po Moim Mieście i czasem Gdyni gości z południa Polski i zza wschodniej granicy, którzy z płomieniem w oczach słuchają opowieści o odbudowywanej z m.in. Gdańskich cegieł Starówce w Warszawie i o tym że w Gdańsku nie ma ani “fontanny na rynku” (Prawo Lubeckie), ani “starówki” (przyrost miasta, Altstadt -> Rechtstadt).
Nie chcę by wszyscy wszędzie w Polsce mówili tym samym językiem polskim. Chcę jak najwięcej regionalizmów, gwar, kaszubskiego, śląskiego czy tutejszego (Polesie). Chcę by Warszawa dumnie chwaliła się swoją Starówką, Gdańsk bardzo oryginalnym Głównym Miastem, a jeśli w Krakowie jest Rynek Główny i Mały Rynek, to z przyjemnością będę je tak nazywać, dokładając od siebie więcej kolorów do świata.

Różnice są dobre, oduczają lenistwa i oddalają szarość ujednolicenia. Tak jest ciekawiej :)

recenzja występu grupy Imperwersja

Kilka miesięcy temu byłem na biletowanym występie grupy improwizacyjnej Imperwersja w klubogalerii Bunkier. Po tym występie napisałem na stronie FB wydarzenia moje zdanie o tym co zobaczyłem. Zostało ono usunięte, wraz z co najmniej jednym komentarzem w podobnym tonie. Przedrukowuję więc moją recenzję w prawie niezmienionej formie:

Sądzę że nie jestem odosobniony w traktowaniu sztuki jako dzieła wznoszącego odbiorcę wyżej, ku pięknu, rozwojowi wyobraźni, estetyce. To czego byłem świadkiem w Bunkrze było tak pojmowanej sztuki zaprzeczeniem. Było to ściąganie mnie do rynsztoka.

Rozpędzona wulgarność, profanacja, desakracja, obsceniczność, dominowały w całym występie. Było tego tak dużo i tak intensywnie, że nie uwierzę w zbieg okoliczności.
Jakie emocje mają we mnie “zagrać” gdy jeden aktor na scenie improwizuje przybitego do krzyża Chrystusa, a drugi wpada na nią mówiąc “zdejmijcie to ścierwo i wypierdalać”? Wersji tej błyskotliwej pointy było więcej.
Mam śpiewać razem ze wszystkimi refren piosenki na bis o katolickim księdzu “ooo-oooo-o, jebać, jebać go!”, by potem w kolejnym refrenie śpiewać o postmodernistycznej piosenkarce “chwalić, chwalić ją!”?

Nie dotyczy to tylko Imperwersji, ale samego pomysłu na występ wszystkich podobnych grup improwizatorskich. Uważam że największy problem płynie z konwencji która nakazuje słuchania się publiczności. Poziom kultury występu spływa do rynsztoka gdyż poddaje się dyktatowi rynsztokowych pomysłów klubowej publiczności. Skoro artyści przyjęli już konwencję kluczowego udziału widzów w tworzeniu “sztuki”, nie mogą przecież potem co chwilę wybrzydzać mówiąc “tego nie zagramy, o nie, lepiej co innego, a może coś w innych klimatach?”. W końcu słuchamy się ludu, a lud jaki jest, taki jest, więc i my, artyści, musimy zniżać się do jego poziomu, a nawet zaskakiwać go jeszcze niższym na jaki można upaść.
Tak to ma działać? Taki macie na siebie pomysł?

Całkiem niedawno widziałem występ pewnego kabaretu, który od samego początku dał odczuć że ma swoje zasady których nie przekracza, że preferuje rozwój wyobraźni, szukanie czegoś nowego, wspinanie się wyżej. Obcy kabareciarzom był Imperwersyjny bruk, wulgarne deptanie resztek tego co jeszcze dla niektórych ludzi jest naprawdę ważne. Było to o niebo bardziej zabawne i kreatywne przedstawienie niż to z Bunkra. Nawet zdarzyło się artystom zaimprowizować! Robili to z finezją, humorem, sprytem, w tempo. Nie trzeba było pluć na religię (wiecie panowie, że są jeszcze ludzie którzy traktują ją poważnie, a zarazem lubią impro? Nie do wiary!), spuszczać się na scenie i rzygać plugawym słownictwem. Ja, widz, oraz inni, zostaliśmy potraktowani z szacunkiem. Uważam że taki szacunek jest artysty obowiązkiem, nawet jeśli publiczność na to nie zasługuje. Niech ma szansę wejść poziom wyżej, do artysty, a nie artysta niech stacza się do poziomu bruku. Tak to każdy potrafi, pod warunkiem że wyzbędzie się resztek przyzwoitości.

Zmęczył mnie ten występ, i zrobię sobie od tej improwizowanej konwencji dłuższą przerwę. Dzięki waszemu pracowitemu wkładowi w splugawienie sztuki, panowie, będę też przed wami  przestrzegać innych, potencjalnych widzów. Jeśli sami nie potraficie (albo nie chcecie!) nałożyć sobie jakichś przyzwoitych, zdrowych, stymulujących do rozwoju ograniczeń, trzeba się przed wami bronić.